Strefa Twojego pupila - nowości i porady dotyczące zwierząt domowych

Na lodzie i w życiu – zawsze razem. Rozmowa z Ekateriną Kurakovą o Emilce

Na lodzie i w życiu – zawsze razem. Rozmowa z Ekateriną Kurakovą o Emilce

W sporcie wyczynowym liczą się sekundy, trening i determinacja, ale nawet najlepsi sportowcy potrzebują bliskości i wsparcia. W rozmowie z Ekaterina Kurakova poznajemy historię jej niezwykłej więzi z Emilką – suczką chihuahua, która stała się towarzyszką codzienności, podróży i treningów. To opowieść o odpowiedzialności, emocjach i o tym, jak bardzo zwierzę może zmienić ludzkie życie.

 

Na lodzie i w życiu – zawsze razem. Rozmowa z Ekateriną Kurakovą o Emilce

Foto. archiwum prywatne

Ekaterina Kurakova to pochodząca z Rosji reprezentantka Polski w łyżwiarstwie figurowym. Po raz pierwszy zdobyła tytuł mistrzyni Polski w sezonie 2019/2020. Od tego czasu regularnie sięga po złoto mistrzostw kraju, pozostając niekwestionowaną liderką krajowej rywalizacji w łyżwiarstwie figurowym kobiet. Wielokrotnie plasowała się w czołowej dziesiątce mistrzostw Europy, reprezentowała Polskę na igrzyskach olimpijskich oraz sięgała po medale w zawodach międzynarodowych. Znana jest z dynamicznych, pełnych ekspresji programów i dużej dojrzałości sportowej mimo młodego wieku.

 

Od kiedy jesteś szczęśliwą opiekunką Emilki?

Mam Emilkę od 2020 roku. Wzięłam ją, gdy rozpoczął się Covid. Trenowałam wtedy w Kanadzie. Kiedy zaczął się Covid, musieliśmy wyjechać. Potem długo nie było lotów, ja byłam w Polsce przez cały czas. Nie mogłam pojechać do mojego trenera w Kanadzie. Trenowałam sama, co było bardzo ciężkie. Nie mogłam być z moją rodziną, po prostu czułam samotność i potrzebowałam wsparcia. Wtedy trafiła do mnie Emilka. I od tego czasu jesteśmy razem.

 

Czy wiedziałaś wcześniej, że będzie to chihuahua?

Tak, to był świadomy wybór. Wiedziałam, że potrzebuję małego pieska. Nie byłam pewna, czy to będzie akurat chihuahua, ale wiedziałam, że to musi być mały zwierzak. Chciałam pieska, który będzie mógł ze mną latać samolotem na pokładzie. Nie chciałam przewozić psa w luku bagażowym. Naprawdę się tego boję, bo uważam, że jest to ciężkie i stresujące dla psa. Poza tym nie jest to bezpieczne, bo nie daj Boże może tam spaść na zwierzę jakaś torba albo inny bagaż. Dlatego wybrałam małego pieska.

 

Jak rozpoczęła się Wasza wspólna przygoda?

Kiedy zobaczyłam Emilkę na zdjęciu, to od razu poczułam, że chyba to jest to! No bo jest miliony cudownych piesków na świecie, ale zobaczyłam ją i wiedziałam, że to TEN pies. Byłam wtedy na obozie we Włoszech. Skontaktowałam się z Panią, u której Emilka przebywała. Mieliśmy ustaloną datę odbioru. Pani wiedziała, że odbiorę ją, kiedy będę wracała z Włoch. I pewnego dnia ta pani zadzwoniła do mnie i powiedziała, że muszę odebrać psa do jutra, bo jeśli nie, to coś się z nim stanie. To był jakiś szantaż, naprawdę katastroficzna sytuacja. Przekazałam tej pani, że nie mogę, bo jestem we Włoszech. A ona powiedziała, że psu może stać się krzywda, jeśli nie przyjadę. Powiedziałam mojej mamie, jaka jest sytuacja. Moja mama była wtedy ze mną, kiedy pojechałam na obóz, bo potrzebowałam pomocy w podróży. Wyjechałyśmy z obozu wcześniej, moja mama prowadziła auto. Na szczęście dojechałyśmy na czas. Kiedy płaciłam opłatę za psa, to w dokumencie zakupu wpisałam imię Czapi.

 

Ale Twój psiak ma na imię Emilka, nie Czapi.

Na początku chciałam dać jej imię Czapi. Ale w końcu nazwałam ją Emilka. Wiedziałam, że jej to będzie bardzo pasowało. Jest taka słodka. I jest też taka czekoladka Milka, prawda? Więc od razu sobie pomyślałam, że to będzie też Emilka – że jej to pasuje.

 

Czy Emilka jest typową przedstawicielką swojej rasy?

Ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie, czy jest to typowa chihuahua, bo wcześniej nigdy nie miałam takiego psa. Wiem, że bardzo dużo psów tej rasy jest agresywnych, lubią skakać, głośno szczekają. Moja Emilka w ogóle taka nie jest. Ona jest najkochańszym pieskiem – dla mnie oczywiście. (śmiech) Wiem, że dla każdego właściciela jego piesek jest najkochańszy. Emilka chodzi ze mną na lodowisko. Jeśli jej nie zabiorę, to ona się obraża. Bo ona zawsze chce iść.  Jak widzi, że się zbieram, to zawsze już czeka przy drzwiach. Wszyscy ją tam od razu witają, kiedy tylko przychodzimy. Wszyscy jej mówią Emilciu, dzień dobry!, głaskają ją. Ona to uwielbia. I wszyscy ją uwielbiają na tym lodowisku. Ale szczerze mówiąc, jest takim leniuszkiem. Ona bardzo lubi spać.

 

Kiedyś powiedziałaś, że jest maskotką polskiego łyżwiarstwa. Emilka rzeczywiście jest tak rozpoznawalna?

Tak. Czasami mam wrażenie, że ona jest bardziej znana ode mnie. Nie wiem, czy przez to, że ludzie wiedzą, że to Emilka czy po prostu widzą, że jest to kochany piesek. Zawsze jak spacerujemy, ktoś podchodzi i mówi: ojejku, maluszku, dzień dobry. W listopadzie miałam wywiad. Widziałam, że na początku nagrywali mnie, a później zobaczyłam, że już więcej kamer nagrywało Emilkę niż mnie. Ale pomyślałam – No dobra, dam jej czas.

 

Czy masz poczucie, że Emilka „czyta” Twój nastrój?

Kiedyś miałam bardzo ciężkie rozstanie. To była taka moja pierwsza miłość. Rozstaliśmy się z chłopakiem i ja strasznie to przeżywałam. Emilka to bardzo szybko wyczuła. Po pierwsze, ona nigdy, kiedy widzi, że płaczę, nie pozwala, żeby moje łzy spadały. Ona już od razu zaczyna mnie lizać po twarzy. Emilka zawsze śpi ze mną, ale w te dni ona spała na mnie. Kładła się mi na brzuchu, blisko serduszka, jakby chciała w ten sposób mi pomóc – taka ciepła i malutka. Zadzwoniłam wtedy do mojej mamy i opowiedziałam jej, jak zwierzak potrafi to wszystko tak odczuwać. Kiedy wracam z zawodów – z takich udanych, to Emilka zawsze tańczy. Zaczyna kręcić się, kręcić ogonkiem i widać, że ona jest taka dumna, że mamusi się udało. Jakby chciała powiedzieć – Udało się, super!

 

Czy jeździcie wspólnie na wszystkie zawody i turnieje?

Nie. Zabieram Emilkę tylko jeśli zawody są w Europie, gdzie lecimy bezpośrednio, nie ma żadnych przesiadek. Jeśli mam na przykład jakieś Grand Prix w Stanach, w Japonii, gdziekolwiek, to oczywiście już jej nie biorę, bo dla pieska to może być strasznie męczące. Zostawiam ją wtedy z moim chłopakiem albo z moją przyjaciółką.

 

Jak Emilka znosi podróże? Lubi podróżować?

Wydaje mi się, że dobrze je znosi, chociaż widać, że następnego dnia jest zmęczona. Na początku mocno się tym stresowała, że musimy lecieć. Teraz już się nie stresuje. Wie, co się będzie działo, więc spokojnie siedzi sobie w torbie i czeka.

 

Czy Emilka była z Tobą na Igrzyskach we Włoszech?

Ogólnie zwierzaki nie mogą być w wiosce (olimpijskiej – przyp. red.), więc nie mogłam jej zebrać ze sobą. Mieliśmy na początku zawody drużynowe, później miałam indywidualny konkurs. Pomiędzy nimi było 10 dni przerwy. W momencie, gdy miałam przerwę, to mój chłopak przyjechał z Francji i zabrał Emilkę, żebyśmy mogli kilka dni spędzić razem, bo wiedział, że dla mnie to jest ważne. Spędziłam z nią weekend i później wrócili do domu, a ja już czekałam na następny występ.

 

Czy macie jakieś ulubione zajęcia?

Taka nasza ulubiona zabawa to chodzić razem na treningi. Kiedy jest słoneczko, lubimy pójść na spacerek i położyć się lub usiąść gdzieś na słoneczku. Emilka ma swoją ulubioną zabawkę.

Na lodzie i w życiu – zawsze razem. Rozmowa z Ekateriną Kurakovą o Emilce

Foto. archiwum prywatne

Co to za zabawka?

To jest ulubiona zabawka, wielki piesek. Jest większy od Emilki. Już jest nie do końca z nim w porządku, stracił swoje uszy. (śmiech) Jest też cały potargany. To w ogóle jest mega śmieszne, jak ona bierze go za łapkę, ciągnie i spaceruje z tym pieskiem po mieszkaniu. To trochę podobne do tego viralowego filmiku, gdzie małpka odrzucona przez mamę ma zabawkę i się do niej przytula. I ona (małpka – przyp. red.) tak sobie zabawkę biegnie i trzyma. No więc Emilka tak samo biega z tym pieskiem. (śmiech)

 

Co obecność psa zmieniła w Twoim życiu?

Emilka dodała sensu do mojego życia. Jest to mój powód, żeby wyjść na zewnątrz, pójść na jakiś spacer, kimś się zająć, coś przygotować do jedzenia. Bo Emilka nie je karmy ze sklepu. Karmię ją innym jedzeniem – mięskiem, warzywami, które sama przygotowuję. Może ktoś mnie teraz zhejtuje, ale u nas w rodzinie od zawsze gotowaliśmy jedzenie dla naszych zwierząt. Ja czuję, że to jest dobre i tego się trzymam. Emilka dodała szczęścia i spokoju do mojego życia. Ja wcześniej byłam (i nadal jestem) bardzo emocjonalną osobą, ale pewnie byłam bardziej impulsywna. Moje życie to było takie up and down, up and down, takie skoki. Odkąd mam Emilkę, to czuję większy spokój.

 

Masz teraz więcej obowiązków, od kiedy jest Emilka?

Tak, mam więcej obowiązków. W momencie, gdy przygotowałam się do pierwszych Igrzysk Olimpijskich, rodzice chcieli zabrać pieska do siebie, bo wydawało im się, że nie dam rady. Myśleli, że za dużo wszystkiego jest na mnie zrzucane, że potrzebuję więcej czasu na odpoczynek. Ale Emilka została wtedy ze mną. Dobrze sobie poradziłyśmy. I nadal sobie radzimy. Naprawdę, ja tak bardzo ją kocham, że jestem gotowa poświęcać czas. Przyjęcie Emilki to nie była jakaś impulsywna decyzja o kupowaniu pieska. Ja wiedziałam, na co się piszę, wiedziałam, że to będzie odpowiedzialność. To prawie jak dziecko, więc wiedziałam, w co idę i byłam pewna siebie. I nie żałuję. Tak, są obowiązki. Kiedy wzięliśmy Emilkę, ona miała bardzo dużo problemów zdrowotnych. Emilka ma krzywą buzię, miała problemy z uszkami i ma nawet taką przepuklinę na brzuszku, taki bąbel.

 

Kiedy ją zabieraliście, nie wiedzieliście, że jest chora?

Tak, nie widzieliśmy, że dają nam chorego pieska. Nawet kiedy pierwszy raz przyszliśmy do lekarzy, to powiedzieli nam, że nie jest pewne, czy Emilka to wytrzymała, bo była szczeniakiem. Ale dała radę, jest bardzo dzielna. Więc tak, to dużo miłości, to dużo pozytywnych momentów, ale też opieka i odpowiedzialność. Ludzie muszą wiedzieć, że to nie jest tak, że kiedy wzięło się zwierzę i nie spodobało się, to można oddać. Dla nas zwierzaki to kawałek życia, dla zwierzaka my jesteśmy całym życiem i musimy to wiedzieć. Nie możesz go oddać i musisz brać odpowiedzialność.

 

Wyobraźmy sobie, że Emilka może sama zdecydować, co będzie robiła w swoim życiu. Co by to było?

Wiesz, że jak patrzę na Emilkę, wydaje mi się, że jej się bardzo podoba być pieskiem. (śmiech) Takie mam wrażenie, że ona chciałaby zostać tym pieskiem, ale możliwie, że chciałaby być człowiekiem, bo wtedy mogłaby z nami rozmawiać. Ona zawsze tak chrumka zabawnie. Robi to w momentach, gdy ktoś coś mówi. Tak, jakby słuchała i tym chrumkaniem chciała odpowiedzieć, coś powiedzieć od siebie. Wydaje mi się, gdyby mogła mówić po polsku, to mogłabym ją troszeczkę bardziej zrozumieć. I to mogłoby dać troszeczkę więcej możliwości. Ale wydaje mi się, że ona nie narzeka. (śmiech)

 

Bardzo dziękuję za rozmowę. Życzę wszystkiego dobrego i dalszych sukcesów!

Rozmawiała: Martyna Major

 

Artykuł z magazynu PUPIL numer 1(41)/2026