„Hachi jest naszym małym synkiem, wiernym i czułym członkiem rodziny. To oddany przyjaciel, który kocha bezwarunkowo.” Tak o swoim cudownym psiaku opowiada Hania Żudziewicz. Zapraszamy do lektury wyjątkowo ciepłej i pełnej uczuć rozmowy o codziennym życiu z Hachim oraz wspaniałej relacji ze wszystkimi członkami rodziny, która budowana jest poprzez małe gesty.
Hanna Żudziewicz, Jacek Jeschke z córeczką Różą opowiadają o swoim psiaku Hachim.
W jakich okolicznościach Hachi pojawił się w Waszym życiu? To była miłość od pierwszego wejrzenia czy długo planowana decyzja?
Od zawsze uwielbiam zwierzęta. W moim rodzinnym domu mieliśmy prawdziwy „zwierzogród”: psa, dwa koty, rybki, myszkę, żółwia, a nawet konia. Dlatego zawsze czułam, że w moim własnym domu także musi być zwierzak – daje on zupełnie inną atmosferę, ciepło i bezwarunkową miłość. Najbliższe mojemu sercu zawsze były psy, bo to naprawdę najlepsi przyjaciele człowieka.
Decyzja o przyjęciu psa była jednak długa i bardzo przemyślana, bo nasza praca tancerzy wiąże się z ciągłymi wyjazdami i dużą odpowiedzialnością. Gdy wybuchła pandemia i stało się jasne, że potrwa dłużej niż wszyscy myśleli, poczułam, że to właśnie ten moment. Udało mi się przekonać Jacka, że to idealna pora, by powiększyć naszą rodzinę o czworonożnego przyjaciela. Ponieważ Jacek jest uczulony na sierść, zdecydowaliśmy się na rasę z włosem – wybór padł na cavapoo, czyli krzyżówkę kawaliera i pudla. I tak pojawił się u nas Hachi.

Foto. archiwum prywatne
Jakim jest psem na co dzień? Bardziej żywiołowy kompan czy spokojny domownik?
Na początku Hachi był wyjątkowo żywiołowy – wszędzie go było pełno, biegał, skakał, miał nieskończone pokłady energii. Jednak odkąd na świecie pojawiła się nasza córeczka Róża, jego temperament wyraźnie się zmienił. Jakby sam z siebie poczuł nową rolę: stał się domowym opiekunem i towarzyszem małej. Jest dziś znacznie spokojniejszy, choć wciąż potrafi mieć swoje „pozytywnie postrzelone” momenty, szczególnie na spacerach. W domu dużo odpoczywa, pilnuje rytmu dnia i harmonii. Z pewnością to też kwestia wieku, ale wierzę, że przede wszystkim odnalazł się w roli psiego przyjaciela naszej córki. Jego usposobienie jest niezwykle łagodne – nigdy na nikogo nie warczy, nie szczeka bez powodu, nigdy nie próbował ugryźć. Jest delikatny zarówno wobec Róży, jak i wobec ludzi oraz zwierząt. Często wręcz bywa nieśmiały i boi się większych psów.
Co Hachi wniósł do Waszej rodziny? Czy coś się zmieniło w Waszym rytmie dnia lub podejściu do codzienności?
Hachi wniósł do naszego domu ogrom miłości. Na początku przede wszystkim dodawał nam energii – był bardzo żywiołowy, więc ciągle coś się działo. Z czasem jednak jego obecność zaczęła przynosić przede wszystkim ciepło, bliskość i niesamowite oddanie. Jest psem, który zawsze czeka. Jacek często pracuje do późna, a Hachi – niezależnie od godziny – czeka na niego wiernie w korytarzu na swojej kanapie. To codzienny widok, który za każdym razem nas wzrusza. Jest oddanym przyjacielem, który swoją obecnością potrafi ukoić i dać poczucie domu. Kiedyś wnosił mnóstwo energii, dziś daje nam przede wszystkim spokój. Bez niego ten dom na pewno nie byłby taki sam. Nasza rodzina to Hania, Jacek, Róża… i Hachi.
Jak możecie opisać jego relację z każdym z Was? Czy ma swojego ulubieńca?
Relacja Hachiego z każdym z nas jest wyjątkowa, ale przede wszystkim bardzo równa. To pies, który kocha wszystkich – naprawdę wszystkich. Gdy przychodzi ktoś, kogo nie zna, od razu merda ogonem i przymila się, jakby tę osobę znał od dawna. W naszej rodzinie dzieli serce po równo. Kocha naszą trójkę bez wyjątku i każdemu okazuje takie samo ciepło i oddanie. Nie ma jednego ulubieńca – jest przyjacielem wszystkich domowników.
Jak Hachi zareagował na pojawienie się Róży?
Zależało nam, żeby oswoić go z zapachem Róży, więc gdy byłam w szpitalu, daliśmy mu chusteczkę pachnącą maleństwem. A kiedy przywieźliśmy ją do domu, Hachi wpadł w szał ekscytacji – biegał, skakał, wąchał, nie wiedział, co zrobić z emocjami. Kiedy zamknęłam się z Różą w pokoju, by mogła zasnąć, szczekał i czekał pod drzwiami, bo chciał być blisko niej. Pierwszy dzień był prawdziwym szaleństwem, ale potem emocje zaczęły opadać. Przyznam, że przez pierwsze dwa-trzy miesiące miałam wrażenie, że jest na mnie lekko obrażony. Do Róży podchodził z czułością, ale ja byłam dla niego jakby „winowajcą” zmian. Starałam się poświęcać mu uwagę, ale on potrzebował czasu. Gdy codzienna rutyna się ustabilizowała, wszystko wróciło na swoje miejsce. Hachi znów stał się moim wiernym przyjacielem — i od tej pory jesteśmy nierozłączni.
Jaka jest przyjaźń Róży i Hachiego? Czy mają wspólne rytuały lub zabawy?
Ich przyjaźń rozwija się razem z tym, jak rośnie Róża. Na początku Hachi po prostu kładł się obok niej i czuwał. Później, gdy zaczęła wstawać, pojawiły się zabawy w przeciąganie zabawek. Był też etap „podkradania jedzenia”, kiedy Hachi, korzystając z przewagi, zabierał jej kabanosa czy szyneczkę. Z czasem zaczęli bawić się w rzucanie piłeczki, a dziś potrafią nawet bawić się w chowanego. Ich relacja jest pełna śmiechu i ciepła. Najbardziej wzrusza mnie to, jak Róża ledwo chodziła, a już musiała trzymać Hachiego na smyczy, płacząc, jeśli ktoś chciał jej ją zabrać. Z dumą powtarzała: „To jest mój Hachi”.
Czy Hachi towarzyszy Wam w pracy lub podczas wyjazdów? Jak się wtedy zachowuje?

Foto. archiwum prywatne
Do pracy go nie zabieramy, ale bardzo często podróżujemy razem – zawsze we czwórkę. W podróżach Hachi jest wyjątkowo dzielny. Uwielbia nowe miejsca, eksplorowanie, węszenie i poznawanie otoczenia. Oczywiście, jak każdy pies, musi mieć czas na adaptację, ale większość drogi zwykle spokojnie przesypia. Jest świetnym podróżnym.
Czy pamiętacie jakąś zabawną lub wzruszającą historię z nim w roli głównej?
Najbardziej wzruszająca historia to ta z pierwszego dnia. Kiedy oglądaliśmy szczeniaki, dwa z nich od razu podbiegły do nas. A Hachi był schowany dwa metry dalej, za zasłoną – cichutki, nieśmiały, wycofany. Na początku nawet go nie zauważyłam. Dopiero później spojrzałam na niego i wiedziałam, że to właśnie on ma wrócić z nami do domu. W domu był początkowo wystraszony i odpychał się łapkami do tyłu, jakby chciał się schować. Bardzo chciałam dać mu poczucie bezpieczeństwa i miłości. Najpiękniejsze było to, jak szybko się otworzył – z niepewnego szczeniaka zamienił się w radosnego, pełnego energii psa. Ta jego przemiana była niezwykle poruszająca.
Czego – Waszym zdaniem – uczy Was i Różę obecność pupila w domu?
Hachi uczy Różę wielu niezwykle ważnych rzeczy. Przede wszystkim obowiązkowości – sama sprawdza, czy ma wodę, czyste miseczki, czy dostał smaczka. Rozumie też, że spacery to obowiązek, i choć czasem nie ma ochoty, to wie, że „Hachi musi iść siusiu”. Uczy ją także empatii i okazywania uczuć – często podchodzi do niego, przytula się i mówi: „Kocham cię, Hachi”. Uczy również dzielenia się – zwłaszcza podczas wspólnych zabaw. Wierzę, że dom z pupilem rozwija w dziecku wrażliwość, odpowiedzialność i miłość do świata.
Jak jednym słowem opisalibyście Hachiego i jego miejsce w Waszej rodzinie?
Jednym słowem: oddany. Hachi jest naszym małym synkiem, wiernym i czułym członkiem rodziny. To oddany przyjaciel, który kocha nas bezwarunkowo.
Gdyby Hachi mógł sam zdecydować, co chciałby robić w życiu, co by to było?
Gdyby Hachi mógł wykonywać jeden „zawód”, zostałby profesjonalnym smakoszem. On kocha jedzenie – absolutnie. Gdyby mógł robić jedną rzecz przez cały dzień, na pewno byłoby to jedzenie smaczków i przysmaków.
Bardzo dziękuję za rozmowę!
Z Hanną Żudziewicz rozmawiała Martyna Major.
