Czarny kot o złotych oczach, brytyjski temperament i dom pełen czułości – Tolek od ośmiu lat jest nie tylko ukochanym pupilem Barbary Wysoczańskiej, ale też pełnoprawnym członkiem rodziny i wiernym towarzyszem jej pracy twórczej. W rozmowie autorka opowiada o niezwykłej więzi ze swoim kotem, jego arystokratycznym charakterze, codziennych rytuałach oraz o tym, jak zwierzę potrafi inspirować, pocieszać i organizować życie domowników.
Barbara Wysoczańska to polska autorka powieści historyczno-obyczajowych oraz historyczka z pasji i wykształcenia. Urodziła się w Nowej Soli, a obecnie mieszka w Zielonej Górze – oba te miejsca są ważnym elementem jej tożsamości. Pisanie towarzyszy jej od dzieciństwa, jednak literacki debiut – powieść „Narzeczona nazisty” – wydała, dopiero gdy nabrała odwagi i pewności siebie. W swoich książkach skupia się przede wszystkim na losach silnych kobiet, przywracając im należne miejsce w historii. Jej twórczość łączy tło historyczne z emocjonalnymi opowieściami o ludziach i ich doświadczeniach.

Foto. archiwum prywatne
Jak rozpoczęła się wspólna przygoda Pani i Tolka? Czy jego pojawieniu się w Pani domu towarzyszyły jakieś szczególne okoliczności?
To nie była zaplanowana decyzja. Tak naprawdę wszystko wyszło spontanicznie. Osiem lat temu, bo Tolek jest z nami osiem lat, mój mąż napomknął któregoś dnia, że chce kupić kota. Ja z początku nie przyjęłam tego do wiadomości, uznałam po prostu, że tak sobie coś powiedział. Tymczasem kolejnego dnia mąż przyszedł z pracy i wyznał, że zaczął rozglądać się za kotem i oglądał pobliskie hodowle. Wtedy pomyślałam, że rzeczywiście zaczął poważnie podchodzić do tej sprawy. Mąż znalazł hodowlę, znalazł tego osobnika, którego uznał za odpowiedniego dla nas i oznajmił, że kupujemy kota.
Pamiętam że w dniu, w którym mieliśmy po kota pojechać, udałam się z moimi dwiema córeczkami (jedna miała wówczas siedem lat, druga trzy) do sklepu zoologicznego, żeby kupić dla zwierzaka wyprawkę, czyli wszystkie rzeczy, których kotek potrzebuje. Już wtedy na pewno wiedzieliśmy, że Tolek będzie z nami.
Gdy mąż wrócił z pracy, pojechaliśmy po Tolka. W hodowli zobaczyliśmy małego nieśmiałego czarnego kotka i zdecydowanie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Wzięliśmy go bez wahania. Tak to się wszystko zaczęło.
A czy Tolek od początku miał być Tolkiem? Kto wybrał imię dla kota?
On już miał imię nadane w hodowli, wpisane w książeczce zdrowia i w rodowodzie, a nam się to imię bardzo spodobało i uznaliśmy, że nie będziemy go zmieniać. Tolek to kot brytyjski krótkowłosy, czarny. Ma piękne złote oczy i mięciutką sierść. I jest naprawdę dużym, ale bardzo zgrabnym kotem jak na jego rasę przystało.
Jak opisałaby Pani charakter Tolka?

Foto. archiwum prywatne
Tolek jest bardzo dumnym kotem i lubi nas obserwować. Żartujemy, że on się zachowuje jak typowy brytyjski arystokrata. Jest spokojny i dostojny, ma w sobie mnóstwo cierpliwości, ale przy tym nie lubi jak ktoś go nieproszony dotyka. Bardzo się wtedy denerwuje.
Oczywiście jak na kota przystało, lubi się bawić i przytulać, ale tylko wtedy kiedy sam ma na to ochotę. Jeśli nie ma potrzeby na pieszczoty, to po prostu nas od siebie odpycha. Daje do zrozumienia, że nie jest to odpowiedni moment do zabawy, więc musimy się podporządkować.
Tolek jest też wyjątkowo obrażalski. Kiedy coś mu nie odpowiada, gdy mu czegoś odmówimy, albo za długo musi na coś czekać, to się obraża. I potrafi przez bardzo długi czas w ogóle na nas nie reagować. Odwraca się do nas tyłem, nie reaguje na nasze słowa i ewidentnie widać, że kot jest mocno obrażony. A już najbardziej się na nas denerwuje, kiedy widzi, że chcemy gdzieś wyjechać. Jak tylko wyciągamy torby podróżne z szafy, to jest dla niego najgorszy moment, bo bardzo przeżywa naszą nieobecność.
Oprócz tego Tolek jest kotem bardzo wesołym i swobodnym. Wszędzie w naszym domu czuje się dobrze, bo wie że u nas króluje. Spędza czas gdzie mu się podoba i wchodzi gdzie chce. Kiedy się patrzy na niego z boku, to trochę wygląda tak, jakbyśmy to my się podporządkowali pod niego, a nie on pod nas. Ale to wynika z tego, że Tolek może wszędzie funkcjonować, w każdej przestrzeni i w każdym pokoju. Przyzwyczaił się nawet do tego, że kiedy moje córki biorą kąpiel czy prysznic, to on wchodzi do łazienki z nimi. Sprawia mu frajdę, że towarzyszy im w codziennej rutynie.
Można powiedzieć, że doskonale orientuje się w tej rutynie, prawda?
O tak! Budzi nas dokładnie o tej samej porze, czyli doskonale wie, w których godzinach wstajemy, co znaczy że ewidentnie zna się na zegarku. Ma bardzo dużo takich umiejętności związanych ze znajomością świata. Wyznacza sobie osoby do poszczególnych czynności. Każdy w naszej rodzinie ma do odegrania odpowiednią rolę w opiece nad Tolkiem i każdy robi coś zupełnie innego. On sobie nas w ten sposób podporządkował (śmiech – przyp. red).
Proszę o tym opowiedzieć. Jakie mają Państwo role w codzienności z Tolkiem?
Ja jestem przede wszystkim od karmienia i to jest pierwsza podstawowa rzecz, którą muszę zrobić po przebudzeniu. W ciągu dnia również dbam o to, żeby miseczka kota z jedzeniem i wodą była pełna. Jeżeli chodzi o mojego męża, to on jest od przytulania i głaskania Tolka. Mają już taki rytuał, że jak tylko mój mąż wraca z pracy i siada do obiadu, to Toluś od razu przytula się do niego na krześle i zaczepia go łapką, żeby zwrócił na niego uwagę. Więc mój mąż oczywiście musi zareagować. Poza tym Tolek uwielbia z moim mężem oglądać męskie filmy o samochodach. Jak tylko pojawią się w filmie samochody, jakieś wyścigi, kiedy dużo się dzieje na ekranie, Tolek siedzi i ogląda. Jest absolutnie wpatrzony.
A co z Pani córkami? Czy one też mają swoje role?
Młodsza córka przede wszystkim bawi się z Tolkiem. Mamy już taki zwyczaj, że kiedy córka rano wstaje i schodzi na dół do salonu, to Tolciu już siedzi przy schodach ze swoją zabawką i czeka na zabawę. Młodsza córka wie, że musi poświęcić mu chwilę na tę zabawę, bo to jest dla niego ważne. Najczęściej grają w piłkę, bo Tolek jest świetnym bramkarzem.
Natomiast starsza córka jest jego mamą, bo on ją tak traktuje. Wszystkich bardzo kocha, ale widać, że starsza córka jest dla niego szczególna. Tolek podchodzi do niej z wyjątkową miłością. Przytula się do niej, często spędza noce w jej pokoju, śpi z nią w jednym łóżku. To jest taka bardzo silnie emocjonalna relacja. Tak było od początku, od kiedy Tolek pojawił się w naszym domu. Starsza córka miała wtedy 7 lat i to ona była osobą, która zajęła się kotkiem najbardziej. Oczywiście my wszyscy się nim opiekowaliśmy, ale ona była dla niego szczególna, bo traktowała go trochę jak swoje dziecko, taką być może zabawkę, maskotkę, a Tolek to mocno przyjął i zaakceptował i tak jest do dzisiaj.
Wspomniała Pani wcześniej, że Tolek bardzo nie lubi, kiedy wyjeżdżacie. Jak sobie radzi z samotnością?
Tolek wypełnia naszą codzienność w sposób naturalny, dlatego kiedy wyjeżdżamy, jest to dla niego wyjątkowo trudne. Jeśli opuszczamy dom na krótko, na jedną czy dwie noce, to Tolkiem opiekuje się zaprzyjaźniona sąsiadka, która też ma koty. Natomiast jeśli wyjeżdżamy na dłużej niż dwa dni, to wtedy najczęściej Toluś jedzie do moich Rodziców. Jest do nich bardzo przywiązany, więc takie wakacje to dla niego najlepsze wyjście. Zdarza się, że z tych wakacji Tolciu nie chce wracać do domu i jest na nas obrażony, że odebraliśmy go od dziadków. Później mu oczywiście przechodzi.
Czy Tolek uczestniczy w Pani procesie twórczym – towarzyszy przy pracy, pomaga albo przeszkadza?
Nie zawsze, ale bardzo często. Przychodzi do mnie, kładzie się obok. Absolutnie nie przeszkadza mi w pisaniu. To nie jest tak, że on np. wskakuje mi na kolana, bo nigdy tego nie robi. W ogóle nie lubi wskakiwać nikomu na kolana. Tolek mi się przygląda kiedy pracuję, leży sobie, patrzy na to co robię, ewentualnie przysypia. Bardzo lubię, gdy jest ze mną, bo wówczas z nim rozmawiam. Pytam go co mam napisać, dyskutuję z nim, radzę się, a on mi odpowiada. Znam jego koci język i doskonale wiem, co Tolek do mnie mówi, a przez to się świetnie porozumiewamy. Lubię z nim pisać, bo w takich chwilach mam poczucie, że jest ze mną istotka bardzo ważna, która mi towarzyszy i z którą mogę się podzielić swoimi emocjami.
Proszę powiedzieć, czy zdarzyło się, że zachowanie Tolka zainspirowało konkretną scenę lub postać w Pani książkach?

Foto. archiwum prywatne
Może niekoniecznie scenę, ale za to Tolciu występuje w mojej książce. Kot, którego opisałam w mojej powieści „Nigdy się nie poddam” ma dokładnie wygląd i zachowanie mojego Tolka i również ma na imię Tolek, więc można uznać, że to właśnie jego uczyniłam drugoplanowym bohaterem w mojej książce. Wszyscy znajomi, którzy tę książkę przeczytali, zachwycali się faktem, że w tej powieści jest mój Tolek.
Powiedziała Pani, że Tolek pomaga Pani podejmować decyzje dotyczące książek. Czy zdarzyło się, że wpłynął na zmianę jakiegoś wydarzenia w książce?
Tak, zdecydowanie. My naprawdę ze sobą rozmawiamy. Cała nasza rodzina z nim rozmawia i potrafimy wyczuć, kiedy on się z nami zgadza, a kiedy nie. Bo on dyskutuje z nami bardzo dużo, często na nas krzyczy, zdarza się że próbuje z nami śpiewać. Można powiedzieć, że jest bardzo wygadanym kotem, więc doskonale wiem – gdy go o coś pytam, kiedy Tolek się ze mną zgadza, a kiedy nie. Rzeczywiście zdarza się, że prowadzę z nim takie rozmowy. Pytam go: „Tolek, czy ty uważasz, że tak powinno być?” A on mi odpowiada (śmiech – przyp. red). To może dla niektórych brzmi dziwnie, ale naprawdę tak jest. Żartujemy czasem, że nasz Tolek jest znawcą od wszystkiego. Kiedy mój mąż coś robi w domu, jakieś różnego rodzaju prace domowe, to Tolek mu zwykle towarzyszy i również mężowi podpowiada, co ma zrobić. Więc kot jest taką naszą mądrą duszą w domu.
Czy Tolek ma swoje ulubione miejsca?
Jego ulubionym miejscem jest drapak, na którym spędza najwięcej czasu. Śpi tam, relaksuje się, zwłaszcza że drapak jest postawiony przy oknie, więc Tolek może też sobie oglądać świat. Natomiast nie ma takiego miejsca, oprócz drapaka, które byłoby szczególne. Zdarza się że cały tydzień spędza pod łóżkiem u córki, a później zmienia lokalizację i cały kolejny tydzień drzemie w łazience na podłodze, bo akurat podłoga jest ciepła i jemu to najbardziej odpowiada.
Chociaż nie, jest jedno miejsce, które traktuje szczególne – to nasz fotel w salonie. Tolek jest przekonany, że ten fotel kupiliśmy dla niego i często musimy się z nim o tę miejscówkę kłócić.
Na podstawie Pani doświadczeń z Tolkiem proszę powiedzieć, czego uczy ludzi relacja z kotem?
Przede wszystkim uważności na tę istotę, która chociaż nie jest istotą ludzką, to wiemy obcując z nim na co dzień, ile on ma w sobie uczuć. Ma ogrom wrażliwości, mądrości i empatii do nas. Poprzez relacje z takim zwierzęciem, nasza rodzina dostrzega jaką ogromną wartością są zwierzęta. Nigdy nie wyobrażałam sobie, że miałabym być w otoczeniu kogoś, kto byłby w stanie skrzywdzić zwierzę. Jest to dla nas nie do pomyślenia. Właśnie poprzez to, że my Tolka kochamy tak bardzo, przenosimy to nasze uczucie na wszystkie inne zwierzęta. Wiemy, że one są kochane, czułe, wrażliwe, mają swój charakter i swoje potrzeby. Najważniejsze jest to, że trzeba się nauczyć reagować na potrzeby zwierząt, bo np. kot ma indywidualny charakter i należy to zaakceptować. To, że kot może wszędzie wejść lub wskoczyć, coś mu się nie spodoba, zechce coś podrapać. Wydaje mi się, że jeżeli człowiek nie jest w stanie tego akceptować, to nie powinien opiekować się zwierzętami.
Gdyby Tolek mógł opisać Panią jako autorkę, jak Pani myśli – co by powiedział?
Tolek na pewno uznałby, że jestem bardzo wrażliwą autorką i z pewnością niezrównoważoną emocjonalnie podczas procesu pisania książki. Pewnie z boku tak to wygląda. Tymczasem on jest bardzo poważny i poukładany, więc myślę że stanowi zupełne przeciwieństwo tego, co ja przeżywam, pisząc książki.
Wyobraźmy sobie, że Tolek może zdecydować, co będzie robił w swoim życiu. Kim byłby?
Kim byłby? Moja córka od samego początku twierdziła, że nasz Tolek jest księciem i że on w ogóle rządzi księstwem wszystkich kotów, ponieważ ma w sobie taką książęcą godność, więc pewnie nadawałby się na arystokratę. Tymczasem ja widziałabym go w roli jakiegoś profesora, znawcy czegoś, który ma w sobie mądrość i wszystkich poucza. Taki jest nasz Toluś.
Bardzo dziękuję za rozmowę. Życzę wszystkiego dobrego!
Rozmawiała: Martyna Major
