Strefa Twojego pupila - nowości i porady dotyczące zwierząt domowych

Piesek warszawski

Piesek warszawski

Piesek warszawski to jeden z piękniejszych psich projektów. Pełen poruszających historii i wyjątkowych portretów czworonogów spotykanych na ulicach stolicy. Jego autorka, Katarzyna Zanio, zgromadziła wokół swoich zdjęć dużą społeczność, pokazując, że każdy pies ma w sobie coś wyjątkowego. W rozmowie opowiada o początkach projektu, o tym, co ją najbardziej wzrusza w psich historiach oraz o swojej działalności na rzecz zwierząt.

 

Twój profil na Instagramie obserwuje prawie 50 tysięcy osób. Skąd pomysł na jego stworzenie?

Pomysł na projekt wziął się z potrzeby serca i tęsknoty. Byłam w żałobie po śmierci mojego pierwszego, ukochanego psa – Nory. Bardzo brakowało mi kontaktu z psami, ale w tamtym czasie jeszcze nie mogłam sobie pozwolić na adopcję kolejnego, dlatego zaczęłam szukać sposobu na przebywanie w towarzystwie psów. Lubiłam robić zdjęcia, więc pomyślałam, że połączę pasję do fotografii i ogromną miłość do psów i tak w skrócie powstał Piesek Warszawski. Od zawsze chciałam za pomocą moich zdjęć pokazywać piękno psów, a historie opowiedziane przez ich opiekunów dopełniają ten obraz i ujawniają, jak ważną rolę psy odgrywają w naszych życiach.

 

Piesek warszawski

Foto. archiwum prywatne

Od jak dawna pasjonuje Cię fotografowanie zwierząt?

Ponad 10 lat. Fotografowania nauczył mnie mój mąż. Z każdej wspólnej wycieczki przywoziłam zdjęcia psów i w tym miejscu muszę podziękować mu za wielką cierpliwość do mnie i mojej „zajawki”. W Rzymie musiał czekać ze mną w parku ponad pół godziny, żeby na tle Koloseum pojawił się jakiś pies, a w Budapeszcie zmieniłam kierunek spaceru, żeby zrobić zdjęcie psu, który minął nas chwilę wcześniej. Pierwszego pieska warszawskiego sfotografowałam na Ochocie. Był to złocisty i kędzierzawy mały kundelek, który czekał pod piekarnią na swojego opiekuna. Mam te zdjęcia do dzisiaj, ale nigdy nie pojawiły się na profilu, bo nie zebrałam informacji o piesku od jego opiekuna.

Na początku na profilu pojawiały się głównie psiaki z warszawskich schronisk. Czy akcja była skuteczna i udało się znaleźć im nowe domy?

To prawda, wystartowałam z moim projektem – zdjęciami psów ze schroniska, bo to też są pieski warszawskie, tylko chwilowo mają gorszą sytuację życiową. Celowo publikuję treści, mieszając zdjęcia psów bezdomnych i tych, które mają swoich opiekunów, żeby pokazać, że wizualnie między nimi nie ma różnic. Nie prowadzę statystyk, ale przez lata sporo psów znalazło dom dzięki moim zdjęciom. Cały czas zachęcam do odpowiedzialnej adopcji. Fotografuję psy bezdomne i staram się walczyć z niesłuszną i krzywdzącą narracją, że w schroniskach przebywają tylko psy z problemami behawioralnymi. Prawda jest taka, że każdemu psu (temu kupionemu z hodowli także) trzeba poświęcać czas, żeby był szczęśliwym psem. Każdy pies, rasowy czy nierasowy, ze schroniska czy z hodowli, to olbrzymi obowiązek.

Jak reagują ludzie, gdy podchodzisz do nich na spacerze i proponujesz zdjęcie ich psa?

Piesek warszawski

Foto, archiwum prywatne

W większości przypadków reakcje są pozytywne. Na początku zwykle widać zaskoczenie i zdziwienie, które szybko zamieniają się w uśmiech i chęć współpracy. Oczywiście zdarzają się też osoby, które odmawiają, ale to mnie nie demotywuje.
Do każdego zdjęcia dodajesz historię bohatera fotografii. Jakie emocje towarzyszą Ci, gdy właściciele dzielą się swoimi opowieściami?
Zwykle wsłuchuję się i daję się spokojnie wypowiedzieć opiekunowi, wtedy historia „mówi się sama”, a ja tylko uśmiecham się i zapisuję najciekawsze momenty. Czasami jednak trafiam na osoby, którym trudno jest opowiedzieć coś wyjątkowo ciekawego o swoim pupilu, ale nawet z takiej historii można wyłuskać kilka interesujących faktów o zwykłym życiu z psem.

Jest jakaś historia, która szczególnie zapadła Ci w pamięć?

Jedną z takich historii była opowieść o Zośce – piesku chorym na raka, o którym pięknie opowiadała jej opiekunka. Czuć było niesamowitą więź między nimi. Spędzały ostatnie chwile Zośki tak, jakby choroba nie istniała i zarazem było to najpiękniejsze pożegnanie człowieka z psem, jakie można sobie wyobrazić.

Angażujesz się w działania na rzecz praw zwierząt, m.in. we współpracy z Otwartymi Klatkami. Czy takie inicjatywy mogą realnie pomóc?

Piesek warszawski

Foto. archiwum prywatne

Kocham zwierzęta, ta miłość nie jest zarezerwowana tylko dla psów, ale też innych gatunków, dlatego jeśli mogę dodać coś od siebie w kontekście ochrony praw zwierząt, to robię to. Obserwuję działalność Otwartych Klatek od dawna. Szanuję i podziwiam ich za to, co robią dla zwierząt. Moja współpraca z Otwartymi Klatkami oficjalnie rozpoczęła się w zeszłym roku, gdy zrealizowałam dla nich serię zdjęć do akcji „Lis to mój brat” – wspierając walkę o zakaz hodowli zwierząt na futra. Myślę, że każde działanie, nawet najmniejsze, może mieć realny wpływ na los zwierząt. Presja społeczna ma sens. To widać.

Profil „Piesek warszawski” ma też charakter edukacyjny. Czy od początku taki był zamiar?

Projekt ewoluuje. To naturalny proces. Z czasem potrzeba nowości i świeżości, żeby się nie wypalić. Treści edukacyjne zaczęłam wprowadzać, gdy zauważyłam, że jest tu ze mną spora liczba osób, którym mogę opowiadać o szacunku do zwierząt i podstawowych potrzebach psów.

Piesek warszawski

Foto. archiwum prywatne

Jakie masz plany na dalszy rozwój profilu?

Fotografuję psy Warszawy już 8 lat. Chciałabym wydać książkę z moimi zdjęciami. To już chyba czas. Marzy mi się też wystawa. To by było coś! Po cichu marzę też o trasie fotograficznej po Polsce i fotografowaniu psów z pozostałych części kraju.

 

Prywatnie opiekujesz się suczką o pięknym imieniu Kala. Opowiedz nam o niej.

Kala ma cztery lata i jest kundelką w typie husky. Adoptowałam ją z Fundacji Północniaki i ma w sobie sporo cech psów północy. Jest niezależna, ma swoje zdanie, bardzo lubi wolność, najlepiej czuje się, kiedy wszyscy jesteśmy razem (jest bardzo stadna) i jest szalenie inteligentna. Jest też bardzo ciekawskim i odważnym psem. Sporo razem podróżujemy i wędrujemy. Codziennie spędzamy dużo czasu na spacerach w naturze, rutynowo robimy 8-10 km dziennie, nawet jeśli mamy mniej czasu i tak musimy go znaleźć, żeby zrobić przynajmniej 5 km swobodnego, niespiesznego spaceru. Gdybym nie była w stanie zaspokoić wszystkich jej psich potrzeb, nie zdecydowałabym się na jej adopcję. Myślę, że jest jej z nami dobrze.

Dziękuję za rozmowę. Życzę dalszych sukcesów!
Rozmawiała: Martyna Major

Artykuł z magazynu PUPIL numer 4(40)/2025