Irena Mąsior, znana w sieci jako Mili0nerka, to popularna polska influencerka i twórczyni internetowa. Rozpoznawalność zdobyła dzięki humorystycznym filmikom, w których wciela się w barwne postaci swojej fikcyjnej rodziny. Jej bohaterowie, tacy jak Brajanusz, Dżaneta czy mama Irena, zdobyli ogromną sympatię internautów, a publikowane przez nią scenki śledzą miliony odbiorców. Jest także autorką książek dla dzieci.
W mediach społecznościowych od czasu do czasu pojawiają się Pani psy, ale niewiele osób zna ich historię. Proszę opowiedzieć naszym czytelnikom, ile zwierząt obecnie z Panią mieszka, jakie noszą imiona i jak trafiły do Pani domu.
Aktualnie w moim domu zamieszkują trzy psiaki – wszystkie trafiły do mnie z hodowli. Jet – buldog francuski o czarnym umaszczeniu, krótkowłosa chihuahua Ivanka w kolorze biało-czarnym i biała długowłosa chihuahua Vajana.

Foto. archiwum prywatne
Jakie są Pani psy? Jakie mają charaktery i która z ich cech najczęściej wywołuje u Pani uśmiech?
Ich charaktery to zdecydowanie skrajności. Na szczęście w połączeniu tworzą idealną całość, chociaż muszę przyznać, że jeśli miałabym ująć ich życie w kategorii scenariusza, to zdecydowanie byłaby to komedia. Czasami mam wrażenie, że ich charaktery przyporządkowane są do zupełnie innych ras. Ivance wydaje się, że jest wielkim psem obronnym i żąda bezwarunkowego poddania innych, a Jet, mimo że waży 15 kilogramów, uważa się za kruszynkę i niczym słoń chcący przejść przez ucho igielne, pcha się tam, gdzie nie mieści się nawet Vajanka, która waży nieco ponad 1,5 kg.
Czy pamięta Pani moment, w którym zrozumiała, że zwierzęta będą odgrywać ważną rolę w Pani życiu? Skąd wzięła się ta więź?
Zwierzęta w moim życiu zawsze odgrywały ogromną rolę i to zdecydowanie zasługa moich rodziców, którzy od najmłodszych lat uwrażliwiali mnie na ten temat. W naszym domu zawsze były psy i koty, a z ich pojawieniem się często związana była jakaś niewiarygodna historia.
Wiele osób obserwujących influencerów widzi przede wszystkim piękne kadry. Jak wygląda codzienność z psami poza kamerą – obowiązki, wyzwania i rzeczy, o których rzadko się mówi?
Człowiek to zdecydowanie opiekun i przyjaciel i ta relacja jest obustronna i odpowiedzialna, jednak musimy pamiętać, że każda ze stron ma inne obowiązki wobec drugiej. My jako ludzie musimy stać się bardziej czujni i wyczuleni na psie potrzeby i w tym przypadku kluczem do komunikacji są zdecydowanie zmysły. Wzrok, który musi często prędko podążać w najdziwniejsze zakamarki domu. Węch do zapachów, na które często nie jesteśmy gotowi zazwyczaj po spacerze, gdy naszego pupila naszła nagła ochota do wytarzania się w najbardziej cuchnącym zapachu niewiadomego pochodzenia… Słuch wytężony na psie radości i serenady śpiewane czasami o 4 rano, gdy nachodzi nieokiełznana potrzeba zabawy. Dotyk, którym najczęściej wyrażamy wzajemną miłość, bo zarówno pies, jak i człowiek czasami lubią wieczorne drapanie za uszkiem. Obecność trzech psów o tak różnych charakterach i rozmiarach w jednym domu zdecydowanie przypomina plac zabaw z dziećmi w różnym wieku. Trzeba mieć oczy dookoła głowy, nadzorować i przewidywać często niezbyt mądre pomysły.
Czy zdarza się, że musi Pani dostosowywać swój kalendarz zawodowy do potrzeb swoich zwierząt? Jak udaje się Pani zachować równowagę między pracą a życiem prywatnym?
Nawet w najbardziej napiętym kalendarzu zawsze trzeba mieć lukę na zdarzenia losowe jak np. kłos w uchu, nagła biegunka czy kulawa łapka. Na pewno panika nie jest dobrym doradcą, a uważna obserwacja pomaga. Ivanka szybko nauczyła mnie, że pies może być osowiały ze względu na to, że jest obrażony z najróżniejszych powodów jak pogoda lub nieodpowiednia kolejność w podawaniu miseczek przy śniadaniu. Tak jak wspominałam wcześniej, Ivanka uważa, że jest najważniejsza w stadzie i wszystko należy się jej jako pierwszej, co często rozbawia mnie do łez.
Czy Pani psy zmieniły Panią jako człowieka? Jeśli tak, to czego nauczyły Panią przez lata wspólnego życia?
Każdy pies nauczył mnie innej formy miłości i szacunku. Dla Vajanki szacunkiem jest to, że nie biorę jej na ręce, bo wiem, że tego nie lubi, ale w sytuacjach, gdy czuje się niepewna, wręcz tego wymaga. Po latach wiem też, że to jak możemy znać i widzieć nasze psy w warunkach domowych, to wielki przywilej i wyróżnienie. Gdy pies czuje się bezpieczny, pokazuje brzuszek i robi to tylko wśród domowników na własnym terenie. Małe sapnięcia, radosny szczek i beztroska są nobilitacją dla najbliższych. Kiedy na ich teren wkracza ktoś obcy i zmienia się otoczenie, wtedy widzimy zmianę w ich zachowaniu. Ta obserwacja pozwala zrozumieć, jak bardzo ufa nam pupil i jak swobodnie czuje się w naszym towarzystwie – pozwala zrozumieć, czym jest przyjaźń.

Foto. archiwum prywatne
Czy jest jakaś historia związana z Pani psami, o której nigdy wcześniej Pani nie opowiadała, a która szczególnie zapadła w pamięć?
Jest to historia, której nie opowiadałam nigdy wcześniej, ale myślę, że zrozumie ją każdy właściciel psa, który codziennie wychodzi na spacery. Zazwyczaj po pierwszym kwadransie spaceru pojawia się ten czas i miejsce, które wydaje się odpowiednie do załatwienia tej drugiej w kolejności naglącej potrzeby. Właśnie wtedy rolą prawdziwego ludzkiego przyjaciela jest posprzątanie po załatwionej sprawie. Problem zaczyna się kiedy szpula, na której powinny być worki na „kupę”, jest pusta. Pech chciał, że znalazłam się właśnie w takiej sytuacji tuż przed 7:00 rano i po chwili namysłu stwierdziłam, że idealnym miejscem, w którym znajdę worek o tej porze, będzie piekarnia. Zanim oddaliłam się z miejsca „zbrodni” zrobiłam zdjęcie, żeby dokładnie zmapować przestrzeń i niczym robot sprzątający wyliczyłam położenie tego, po co mamy wrócić. Po rozmowie z Panią w piekarni okazało się, że mój scenariusz jest dość popularny, a Pani często rozdaje worki nie tylko na pieczywo. Po drodze w poszukiwaniu naszej zguby podniosłam kilka innych przypadków, ponieważ okazało się, że moje wyliczenia i zdjęcie nie były aż tak skrupulatne, jak mi się wydawało, a każdy właściciel wie, że swoją zgubę poznajemy po temperaturze. Ku przestrodze. Jeśli znaleźliście się w podobnej sytuacji, to pamiętajcie o skasowaniu tego zdjęcia z rolki aparatu, bo może pokazać się w najmniej odpowiednim momencie np. kiedy pokazujcie Panu w sklepie budowlanym uszczelkę do umywalki, której szukacie.
Gdyby mogła Pani wykorzystać swoje zasięgi, aby zwrócić uwagę na jeden problem dotyczący zwierząt w Polsce, jaki byłby to temat i dlaczego?
Łańcuch w Polsce musi zniknąć. Jest to niestety najsmutniejszy obraz ludzkiej bezduszności wobec zwierząt.
Wielu naszych czytelników to osoby planujące przyjęcie psa do swojego domu. Jakiej jednej rady udzieliłaby Pani przyszłym opiekunom, zanim podejmą tę decyzję?
Czytamy, obserwujemy, otwieramy serce. Wszystko, co wydaje nam się dziwne wśród ludzi, u psów może być zdecydowanie naturalne. Kiedy w naszym domu pojawia się pupil, musimy być gotowi na zmiany i uzbroić się w cierpliwość. Prawdziwa miłość rodzi się w bólach, więc jeśli z naszych ulubionych butów zostaną tylko sznurówki i wiele niepowiązanych ze sobą części materiału bez podeszwy, to często komunikat tęsknoty, a nie złośliwości.
Na zakończenie – czego życzyłaby Pani wszystkim zwierzętom i ich opiekunom?
Przyjaźni. Gdyby człowiek potrafił cieszyć się z małych/zwykłych rzeczy jak pies, świat byłby zdecydowanie lepszy. Przyjaźń z psem jest bardzo wartościowa, bo uwrażliwia nas samych również na ludzi. Trzeba zrozumieć charakter, nauczyć się psa i ta relacja często zmienia nas na całe życie. Rok temu pożegnałam swojego przyjaciela, który był ze mną 18 lat, wszyscy mogli oglądać go również w moich materiałach i pojawił się nawet w mojej książce jako „Przecinek”. Przyjaźń z nim zostanie w moim sercu na zawsze, a miłość, jakiej mnie nauczył ubogaciła tę wieź, którą mam teraz z Jetem, Ivanką i Vajanką.
Bardzo dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała: Martyna Major
Artykuł z magazynu PUPIL numer 3(43)/2026
