Podróżowanie z psami? Dla Patrycji Podhorodeckiej-Vitouladiti to codzienność. Razem z mężem i dwójką wyjątkowych czworonogów – wilczakiem amerykańskim Mirą i akitą Jackiem – przemierzają Europę, a już wkrótce ruszają kamperem w głąb Afryki. Jak wygląda życie w drodze z psami? Jakie wyzwania czekają na opiekunów podczas takich wypraw? I dlaczego warto stawiać dobro zwierzaka na pierwszym miejscu? O tym wszystkim opowiada w inspirującej rozmowie dla magazynu Pupil.
Rozmowa z: PATRYCJĄ PODHORODECKĄ-VITOULADITI, podróżniczką, influencerką i opiekunką Miry oraz Jacka
Prowadzicie bardzo ciekawe życie – podzielone pomiędzy dwa kraje. Przybliż nam, jak wygląda Wasza codzienność.
No tak właściwie nie do końca na dwa, bo Polska to jest dla nas w tym momencie raczej miejsce, gdzie mieszka nasza rodzina. Mój mąż jest Grekiem, tutaj mieszkamy i Grecję uznaję aktualnie za swój dom. Zazwyczaj spędzamy w Grecji około pół roku – od kwietnia do października. Jest to związane z naszą pracą (Oboje pracujemy w turystyce.). Wiadomo, że turystyka w Grecji związana jest przede wszystkim z latem, wakacjami. Zimą co roku zwiedzamy jakieś wybrane miejsce na świecie – dlatego jesteśmy nieobecni w Grecji. Po drodze zawsze odwiedzamy Polskę, by spotkać się z rodziną. Ponadto, pomimo tego, że mieszkam w Grecji i tutaj przynależę, to Polska jest nadal moim krajem rodzinnym.

Foto. archiwum prywatne
Twoje psiaki to przedstawiciele dość niecodziennych ras. Mira to Wolfdog Amerykański, a Jack to Akita. Jak rozpoczęła się Wasza przygoda?
Zaczęło się od mojego męża, bo to on był zakochany w psach w typie wilczaków. Na początku były to przede wszystkim wilczaki czechosłowackie. Trochę mnie zaraził tym, chociaż ja zawsze byłam w grupie zwolenników psów pierwotnych, co widać po rasie naszego drugiego psa – Jacka. Tak więc mąż chciał mieć wilczaka, ale jakoś zawsze nam coś nie pasowało z tymi wilczkami czechosłowackimi. Dlatego finalnie zaczęliśmy zwracać się ku wolfdogom amerykańskim. Sam stan przygotowywania się do opieki nad tego typu psem trwał ponad dwa lata. W tym czasie czytaliśmy, zbieraliśmy wiedzę, oswajaliśmy się z myślą, że będziemy opiekunami wolfdoga. W końcu po dwóch latach przyszedł ten moment, gdy zdecydowaliśmy, że jesteśmy gotowi właśnie na takiego psa. Do tej pory uważam zresztą, że nie do końca można porównywać go do jakiegokolwiek psa. Mimo że według prawa mieszanki psów i wilków od czwartej generacji są uznawane za psy i nie trzeba mieć na nie pozwoleń, to jednak to nie jest taki zwyczajny pies. Odróżnia go trochę inne zachowanie, inne potrzeby. Ja mówię, że to jest tak trochę bardziej jak z dzieckiem. To nie jest pies, którego sobie możemy tak zostawić samego. Dość rzadko zdarza się, by ktokolwiek trzymał wolfdogi amerykańskie w domu tak jak ja. Mira potrafi otworzyć sobie szafki, lodówkę, a nawet przekręcić klucz w drzwiach. To jest dosyć problematyczny pies, pod którego trzeba ułożyć swoje życie. Więc jeżeli ktoś nie jest gotowy, żeby swoje życie podporządkować pod psa, no to raczej nie powinien myśleć o wilczaku.
A drugi z piesków – Jack? Jak on radzi sobie w takim niecodziennym towarzystwie?
Jack jest dużo starszy od Miry – ma już dziewięć lat. Gdy przyjmowałam go do swojego życia, miałam dużo mniejszą wiedzę i doświadczenie niż teraz. Co za tym idzie, troszeczkę zaniedbałam jego socjalizację z psami, czego nie ukrywam. Więc on sobie w odniesieniu do psów radzi różnie. Jednak przy dobrym, odpowiednim wprowadzeniu akceptuje inne psy i tak właśnie było z Mirą. Oswajanie go z nowościami jest trudniejsze, bo on jest starszym psem, a w dodatku choruje bardzo mocno – jest na lekach i będzie je brał już do końca swojego życia. Jednak super sobie radzi, potrafi sobie poradzić z Mirą, jest takim dobrym starszym bratem. No, a ona jest jego młodszą siostrą (śmiech). Ja raczej pozwalam im zajmować się sprawami społecznymi, bo uważam, że psy powinny same załatwiać sprawy między sobą. Kilka razy była taka sytuacja, że widziałam, że Jack jest już zmęczony i Mira gdzieś tam go zaczepiała, więc weszłam między nie. Zdarzało mi się np. zabieranie Miry, ale raczej rzadko. Mira też stara się czytać jego sygnały i szanować granice, co w większości przypadków idzie im bardzo dobrze.
Ważną częścią Waszego życia jest podróżowanie. Jakie kraje udało się Wam już zwiedzić?
Z pieskami kilka krajów już zwiedziliśmy, chociaż tak naprawdę podróże w ich towarzystwie zaczęły się około czterech lata temu. Oczywiście zwiedzamy pobliskie tereny w Grecji. Poza tym byliśmy już w Szwajcarii, Włoszech, San Marino, Albanii. Niedawno odwiedziliśmy Finlandię i Laponię.
Jak mogłabyś podsumować Wasze podróże? Który kraj według Ciebie był najbardziej „psiolubny”? Gdzie się najlepiej czuliście podróżując z psami?
Według mnie najbardziej tolerancyjna (spośród dotychczas zwiedzonych krajów) jest Szwajcaria. Jest tam dużo psiolubnych miejsc, szlaków, restauracji. Nie mieliśmy tam problemu z hotelem, restauracjami, innymi atrakcjami.
A który kraj mogłabyś uznać za mniej tolerancyjny?
Myślę, że w tym momencie mogę wskazać Finlandię jako takie miejsce. Zauważyłam, że do wielu restauracji nie wolno było w ogóle wejść z psem. Można powiedzieć, że dostrzegłam mniejszą świadomość na temat wychowania psów. Nawet podczas spaceru, obserwacji innych zwierzaków, można było wyciągnąć takie wnioski. Wiele było tam psów agresywnych, nieodwoływanych. To pewnie wpływa na świadomość społeczeństwa. Nawet w Polsce jest więcej psiolubnych miejsc, choć też przecież istnieją spore ograniczenia, np. przy wejściu do parków narodowych lub innych miejsc turystycznych.

Foto. archiwum prywatne
Skoro już pojawił się ten temat, to powiedz, jak oceniasz Polskę pod tym względem?
Jest coraz więcej psiolubnych restauracji. Coraz więcej galerii i sklepów daje możliwość wejścia z psem, więc idzie to w dobrym kierunku. Szkoda tylko, że często to ludzie są winni, że pojawiają się kolejne zakazy. Nie szanują panujących reguł albo specjalnie je łamią. Zakaz to zakaz i trzeba go respektować. Jeśli jest inaczej, to niestety wprowadzane są kolejne obostrzenia.
Jakie są Wasze podróżnicze plany na przyszłość?
W zeszłym roku kupiliśmy kamper, więc tak naprawdę teraz dopiero zaczną się poważne podróże z psami. Do tej pory musieliśmy podróżować samochodem osobowym, co z dwoma dużymi psami było ciężkie. Dodam, że zwykle musieliśmy pakować sporo rzeczy. Nasze podróże to zazwyczaj wyjazdy na kilka tygodni lub nawet miesięcy. Wygląda to trochę jak przeprowadzka. Teraz kończymy z mężem powoli z pracą sezonową w okresie zimowym i chcemy się oddać w tym czasie wyłącznie podróżowaniu, stąd też kamper. Najbliższa nasza planowana podróż to Afryka. Zamierzamy wybrać się do Maroka, bo jak wiadomo tutaj będzie prosty dojazd z Europy. A potem wyruszamy w dół, na południe Afryki. Celem ogólnym jest, by dotrzeć do Gambii. Jest to takie moje marzenie podróżnicze.
Czy fakt, że podróżujesz z psami wpływa na same podróże?
Tak, no bo wiadomo, to się wszystko różni, to tak jak przy wyjeździe z dziećmi. Zwracamy uwagę na trasy. Szukamy takich, które nie będą miały np. wspinaczki po linach. Podróżowanie z psami niesie też pewne niebezpieczeństwa. To jest zwierzę, nawet jeśli jest bardzo dobrze nauczone. Dlatego musimy zaplanować podróż pod nie, np. żeby unikać tłumów. Kiedy byliśmy w San Marino, poszliśmy na zwiedzanie centrum w bardzo wczesnych godzinach. Już od ósmej rano spacerowaliśmy, bo wiedzieliśmy, że w południe będą tłumy ludzi. Chcieliśmy dopasować wszystko pod psiaki. Problemem są też wysokie temperatury. Do Afryki jedziemy specjalnie w zimie, bo wtedy tam jest trochę chłodniej. Kiedy będziemy jechać przez Mauretanię i Gambię, to będziemy oczywiście dopasowywać godziny zwiedzania do możliwości i wygody psów. Wiadomo, że przy podróżowaniu kamperem będziemy mogli wszystko dostosować do psiaków, nie będziemy zależni od hoteli czy innych miejsc, gdzie się zatrzymywaliśmy dotychczas.
Pomówmy o bezpieczeństwie. Jak przygotowujesz się do podróży pod względem zdrowia?
Ja sobie lubię robić spis weterynarzy „po drodze”, zapisać dane kontaktowe do większych klinik, które będziemy mijać w trasie. Jestem również w stałym kontakcie telefonicznym z naszymi weterynarzami w Polsce i w Grecji. Jeśli zajdzie taka potrzeba, zawsze mogę zadzwonić. Przygotowuję sobie też dużą, porządną apteczkę dla psów. Mogą się zdarzyć takie drobniejsze sprawy, jak np. rozwolnienie i chcę być gotowa do samodzielnej pomocy psom w tych sytuacjach. Nie zawsze można kupić leki za granicą.
Jakie pieski znoszą podróże? Czy lubią podróżować?
To wszystko zależy. Myślę, że żaden pies nie lubi tak naprawdę ciągłych zmian, więc to zwykle jest problematyczne. Jednak uważam, że zwierzęciu zawsze będzie lepiej przy jego właścicielu – nawet w takim podróżniczym trybie życia, niż gdybyśmy psa mieli oddawać do znajomych, do rodziny i tak dalej. Staramy się zapewnić maksymalny komfort naszym psom. I jeśli mam być szczera, to nie zauważyłam, żeby jakoś bardzo źle to znosiły. Trzeba pamiętać, że pewne stresujące zdarzenia zdarzałyby się nawet gdyby cały czas zostawały w swoim miejscu.
Na pewno pomaga fakt, że zatrzymujesz się na dłuższy okres w danym miejscu.
Tak. Tak jak mówiłam wcześniej, w Finlandii spędziliśmy ponad trzy miesiące. Wtedy zmienia się tylko otoczenie, bo wychodzimy danego dnia np. na jakiś szlak, ale główne miejsce zamieszkania pozostaje takie samo przez dłuższy okres. Teraz z kolei – podczas podróży do Afryki, sam kamper myślę, że będzie dla psów pewną stabilizacją i bezpiecznym miejscem, w którym będą mogły sobie odpocząć i po prostu mieć tę swoją strefę komfortu. Można uznać, że to będzie po prostu nasz wspólny dom na czas podróży.

Foto. archiwum prywatne
Czy mogłabyś przekazać kilka porad i wskazówek dla osób, które chciałyby zabrać swoje zwierzaki w podróż?
Pierwsza i najważniejsza sprawa, o której powinniśmy pomyśleć, to kwestie prawne oraz dokumentacja psa. Jest to ważne, bo ja na przykład z wolfdogiem amerykańskim nie wjadę do Norwegii czy na Islandię. Powinniśmy sprawdzić, czy rasa naszego psa jest dozwolona w kraju, do którego jedziemy. Jest to istotne, nawet jeśli tylko przejeżdżamy przez dany kraj. Plus oczywiście dokumentacja, czyli paszport i książeczka szczepień. Szczepienia są ważne, bo zdarza się, że do jakiegoś kraju wymaga się odpowiednich szczepień, odrobaczania itp. Należy to dokładnie wcześniej sprawdzić. Nie wolno odkładać tego na ostatnią chwilę, bo na niektóre dokumenty i szczepienia czeka się ponad miesiąc.
Kolejną rzeczą jest przygotowanie samego siebie na taką podróż. Zadajmy sobie pytanie, czy jesteśmy w razie czego gotowi zrezygnować z jakichś planów lub atrakcji, jeśli nasze psiaki nie będą uprawnione do korzystania z nich. Albo, czy nasz pies jest w stanie sam zostać na przykład w domu, w hotelu, który wynajmujemy, bądź też czy nasz pies sobie poradzi emocjonalnie w jakimś miejscu. Więc myślę, że często problemem w podróży jest to, że ludzie nie są gotowi do podporządkowania swojej wyprawy dobru psa. A w czasie takich wyjazdów trzeba go stawiać na pierwszym miejscu.
I oczywiście sam kierunek oraz pora roku są ważne. Jeśli ktoś planuje lecieć z psem gdzieś do bardzo ciepłego kraju w lipcu lub sierpniu, to musi upewnić się, jak pies będzie znosił upały i wilgotność. Trzeba brać to pod uwagę.
Masz jakieś takie ulubione wspomnienie, moment, który zapamiętacie?
Jest ich bardzo dużo (śmiech). Tak naprawdę każda podróż jest troszeczkę inna, każda daje jakąś nową perspektywę, nowe doświadczenia. Z Finlandii na przykład jedną z najpiękniejszych rzeczy, jakie wspominam, były zorze polarne, które obserwowałam podczas spacerów z psami. Wychodziłam sobie tak z niczego na spacer, a tu całe niebo płonie. To jest coś, czego się nie znajdzie w innych częściach świata. Z kolei ze Szwajcarii najlepiej wspominam piękno gór, szlaki, po których chodziliśmy, widoki, które mieliśmy. Myślę, że to są takie najpiękniejsze wspomnienia, jakie mamy. A poprzez podróżowanie z psami możemy spojrzeć na nie z innej, nietypowej perspektywy.
Waszą codzienność pokazujecie na swoim koncie na Instagramie. Niemal w każdym wpisie mocno przebija się Twoje zaangażowanie w walkę o prawa psów. Rozumiem, że to dla Ciebie ważne wartości, prawda?
Tak. Chodzi mi o to, że zwierzęta powinny mieć swoje prawa. Oczywiście, np. uczłowieczanie psów to nie jest dobre działanie. Bardziej zależy mi, by ludzie pamiętali, że każde zwierzę, jakie biorą pod swój dach – niezależnie czy jest to pies, kot, chomik czy cokolwiek innego, staje się ich odpowiedzialnością. To jest moje zdanie. Naszym obowiązkiem jest szanować zwierzęta tak samo, jak szanujemy ludzi. Jeśli idę na spacer z moim psem, to nie chciałabym, żeby przypadkowi ludzie podchodzili do niego i go głaskali. Tak, jak ja nie podchodzę do obcych dzieci i ich nie głaskam. Wymagam takich samych praw dla swoich zwierzaków, swoich psów, ponieważ mają prawo czuć się niekomfortowo np. w jakichś sytuacjach. Myślę, że powinno się o tym bardzo dużo mówić i uważam, że jeżelibyśmy traktowali po prostu zwierzęta i ich przestrzeń osobistą z takim samym szacunkiem, jaki mamy do drugiego człowieka, to mielibyśmy o wiele mniej nieprzyjemnych sytuacji z psami w roli głównej.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała: Martyna Major
